Obserwatorzy

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 4

        Wybiegłam z domu jak wiatr i padłam w ramiona chłopaka. On zabrał mnie do samochodu i pojechał. Raz dwa znaleźliśmy się na miejscu. Wbiegłam do szpitala omijając recepcję. Wiedziałam tylko że Niall i moja sis mieli wypadek i na którym rozdziale leżą. Kiedy pokonałam już dwa piętra schodów wbiegłam na wydział intensywnej terapii. Przebiegłam przez korytaż zaglądając przez każde okno. Usiadłam na krześle na samym końcu korytaża. Wtedy z sali 16 wyszedł Niall. Poderwałam się na nogi i uściskałam biednego chłopaka. Ten zacisną ręcę i pokazał mi zawiniętą w bandaż głowę. Poszedł do toalety a ja wparowałam na salę, przy oknie leżała moja siostra. Usiadłam na krańcu jej łóżka, była w śpiączce. Do pokoju wszedł Lou, staną w drzwiach i podszedł do mnie. Przysuną do mnie krzesło i złapał mnie za rękę. Nie wiedziałam co robi, nie wiedziałam co się stało z Malii i Niallem. Nie miałam teraz ochoty na romantyzmy. A jednak nie odsunęłam się, patrzyłam na zabandarzowane dwie ręce i nogę mojej Malli. Wiedziałam że to co się stało jest jedynie przezemnie, gdybym nie nakrzyczała na nią akurat wtedy. Spuściłam głowę, do sali wszedł lekarz. Poprosił abyśmy wyszli. Podniosłam się z miejsca, nie miałam najmniejszej ochoty tam być.Wyszłam ze szpitala mijając Zayna i Harrego. Łzy spływały mi po policzkach strumieniami. Hazza zatrzymał się i mnie dogonił
-Heej, co się stało?-spytał otulając mnie swoim wielkim ramieniem. Stsnęłam i podniosłma głowę. Spojrzałam na niego i padłam mu w ramiona. Zaczęłam ryczeć, jąkałam że to wszystko przezemnie, że ona mogła stracić życie. Chłopak uspokoił mnie i wprowadził z powrotem do szpitala. Po schodach zbiegał Lou, gdy zobaczył mnie podbiegł i mnie przytulił. Spojrzał na Hazzę i kiwną głową. Harry wszyedł na wydział a ja stałam wtulona w Louisa. Zaprowadził mnie do samochodu i zapalił samochód. Nie wiedziałam gdzie jedzie nawet niezwracałam na to uwagi. Kiedy się uspokoiłam otarłam łzy i poprawiłam makijaż. Spojrzałam przed siebie, jechaliśmy uroczą uliczką. Spojrzałam na chłopaka który był skupiony na jeździe. Po 3 minutach dalszej jazdy zaparkował przy słodkim dużym domu. Zakrył mi oczy i wprowadził do domu. Salon był taki piękny. Louis się uśmiechną. Spojrzałam w jego oczy i pocałowałam. Chyba się togo niespodziewał bo staną jak słup soli. Zachichotałam i weszłam w głąb domu. Zapomniałam już o mojej siostrze. Zrzuciłam z siebie torbę i płaszczyk. Powoli przechodziłam białym korytażem. Lou nie szedł za mną, wbiegłam do wielkiej sypialni, była pusta, bez mebli. Przejechałam palcami po biało-niebieskiej tapecie i podeszłam do jedynego obrazu wiszącego w pokoju. Zdjęłam go i przyjrzałam się
-Dwoje ludzi stojących na łące przy rzeczce-powiedziałam na głos i uśmiechnęłam się. Poczułam ciepło na moim ramieniu. Obruciłam się na pięcie, napotkałam przyjazny wzrok Louisa, który trzymał w ręku tależyk z babeczkami. Uśmiechnęłam się i wzięłam jedną babeczkę odwieszając przy tym obraz. Zadzwonił telefon chwyciłam go spojrzałam na wyświetlacz, rzuciłam komurkę na ziemię i przytuliłam chłopaka.
-Lubię Cię-wyjąkałam choć myślałam inaczej, tak naprawdę to go kochałam.
-Ja Ciebie też-powiedział
Uśmiechnęłam się i ugryzłam babeczkę, telefon zadzwonił podeszłam i zgięłam się w pół żeby podnieść telefon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz